Dwadzieścia cztery smutki,
To zwykła nasza doba,
I dzień jest nie za krótki,
I noc się nam podoba.
Deszcz pada nieustanny,
I nudny, i nużący,
Za oknem chodzą panny,
Smucące się niechcący.
Za oknem wieczór spływa
Po dachach i po rynnach,
I ciemność odpoczywa
Bezpieczna i bezczynna.
Usiądę sam za stołem,
Zamyślę się wieczyście
O życiu niewesołym,
Przez które ze mną szliście.
O naszym domu niskim
I o wysokim niebie,
O wszystkich i o wszystkim,
I za was, i za siebie.
Dwadzieścia cztery smutki,
To zwykła nasza doba,
I dzień jest nie za krótki,
I noc się nam podoba.
Żona mego brata nie bardzo szczęśliwa,
Chodzi po ogrodzie, tulipany zrywa,
Pyta się obłoków żeglujących w poprzek,
Kiedy wreszcie na nich smutne czoło oprze.
Furtka nie domknięta, klucz zgubiony w stawie,
A za furtką ścieżka niewidoczna prawie...
Do mojego domu nie ma kroków trzystu,
Można przyjść nie pisząc pachnącego listu;
Mieszkam niewesoło w akacjowym chłodzie,
Milczą okiennice zamykane co dzień,
I w ramionach moich miękko odpoczywa
Żona mego brata nie bardzo szczęśliwa.