Pewien muł
Niedobrze się czuł,
Więc poszedł do lekarza i rzekł:
- Niech pan doktor mi da jakiś lek.
Zapytał muła lekarz:
- A na co ty, mule, narzekasz?
Co ci dolega, mule?
Rzekł muł: - Mam łamania i bóle.
- A co boli cię? - lekarz znów pyta.
- Oj, bolą mnie, bolą kopyta,
A jeśli mam przy tym być szczery,
To nie jedno, nie dwa, ale cztery,
Wszystkie cztery, do samej kości,
Nawet ruszyć żadnym nie mogę...
I na dowód swojej słabości
Kopnął lekarza w nogę.

Stąd prawda wynika doniosła,
Że muł jednak ma w sobie coś z osła.


Błogosławię godzinę i dzień, i minutę,
W których mnie nawiedziłaś mocą czarnoksięską;
Błogosławię uroki i słodycz nieziemską,
Do której jak łańcuchem serce mam przykute.

Błogosławię niedobre twe łzy i cykutę
Spojrzeń, które mi życie wypełniają klęską,
Błogosławię twą przemoc wątłą, lecz zwycięską,
I słowa najstraszliwszą trucizną zatrute.

Błogosławię cię zawsze, bom szaleniec boży,
Co nie zna poza tobą ludzi ani świata;
Co zabije dla ciebie i matkę, i brata,

I jeszcze w uwielbieniu u nóg twoich złoży
Nóż, co wbić masz w to serce nieszczęsne w obłędzie...
A ono cię i wtedy błogosławić będzie.