Żona mego brata nie bardzo szczęśliwa,
Chodzi po ogrodzie, tulipany zrywa,
Pyta się obłoków żeglujących w poprzek,
Kiedy wreszcie na nich smutne czoło oprze.
Furtka nie domknięta, klucz zgubiony w stawie,
A za furtką ścieżka niewidoczna prawie...
Do mojego domu nie ma kroków trzystu,
Można przyjść nie pisząc pachnącego listu;
Mieszkam niewesoło w akacjowym chłodzie,
Milczą okiennice zamykane co dzień,
I w ramionach moich miękko odpoczywa
Żona mego brata nie bardzo szczęśliwa.
Z czterdziestu męczenników jestem czterdziesty pierwszy,
Nożem na bębnie żłobię litery moich wierszy.
Kto będzie szedł do boju i zagra na tym bębnie,
Temu zawarczy bęben przedziwnie i odrębnie.
Ożywi się zamarłe pod czarną rdzą żelastwo,
Roty czarnego ludu staną się jego pastwą.
Na białą dłoń naciągam czerwoną rękawicę,
Pięścią uderzam w bęben, wychodzę na ulicę,
Dudnią po bruku buty - trzeba o bruk się otrzeć -
Idziemy ja, mój bęben i moja pięść samotrzeć.
Za nami trwoga ludzka, przed nami ciemna pustać,
Trzeba ją ogniem chłostać, krwią na nią trzeba chlustać;
Krew z ogniem pomieszana strzeli płomiennym słupem
I niech się spali ziemia, ziemia pachnąca trupem.
A gdy się już spopieli struchlała ćma człowiecza,
Dymiący popiół zdmuchnę jak puch polnego mlecza,
I świat mi zawiruje przedziwnie i odrębnie,
I siedząc na księżycu będę mu grał na bębnie.